ksiega gosci

2008
maj
2007
kwiecień
marzec
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec

{smscontact}


 
zero skilla

po całości. w życiu nie czułem się takim chujowym typem jak wczoraj i dziś. nie ma żadnego podręcznika "rozstania dla opornych" ani "rozstań się z pascalem". jeśli istnieje jakiś top20 błędów popełnianych przy tego typu wydarzeniach, to jestem pewny, że popełniłem wszystkie. niechcący, ale popełniłem. co jest śmieszniejsze, ja na prawdę chciałem dobrze, i myślałem, że dobrze robię. tzn dobrze, dobrze w sensie - najdelikatniej jak tylko się da. chuja tam. zero skilla.

mam strasznie brudny ekran. jakieś plamy...ble.

zastanawiam się po co piszę. postawiłem krzyżyk już jakiś czas temu, odwiesiłem buty na kołek, ale w tym cyber... ktoś tu za mało czyta i komuś brakuje słownictwa... chuj, w tym ekshibicjonistycznym medium jakim jest blog, kryje się chyba jakaś katartyczna siła (może jeszcze nie jest ze mną tak źle).

siedziałem z telefonem, na ekranie nazwa adresata zaczynająca się od "." i juz witałem się z gąską.
mało jadłem, nic się nie działo cały dzień poza tym, że usmażyłem befsztyk, wczoraj trochę przecholowałem z alkoholem, i chciałem to komuś powiedzieć. powstrzymałem się na szczęście. mam nadzieję, że nikt tego nie przeczyta.

mam nadzieję, że mi się poprawi jak wcisnę "publikuj".

co ja do kurwy nędzy robię?

ps. nadal nie lubię wielkich liter.
mufasa 2008-05-24 23:21:15
skomentuj (3)
pieniądze leżą na ulicy

dosłownie. np ta stówka na kinowej dziś wieczorem. pięknie. zawsze więcej do przepuszczenia.

za 2 tyg jadę do dębek. ot tak. by zobaczyć w tym roku chociaż raz polskie morze.

dłuższa dygresja.

w piątek byłem na pierwszych (tzn dla mnie pierwszych, dla reszty kujonków trzecich) zajęciach z kultury języka. i poza tym, że uczyłem się o odmianie nazwisk zagranicznych (nie wiedziałem, że tyle można mówić o nazwiskach... i jakie to jest śmieszne) i musiałem sobie przypomnieć przypadki i pytania im odpowiadające, bo tak at hoc znałem tylko "wołacz - o", to zajęcia prowadziła Karolina "Kocie" Muzal inspe za 10 lat. Podobieństwo fizyczne, które przynajmniej mnie, przez pryzmat czasu, wydawało się gigantyczne, to nawet jakby była zakuta od stóp do głów w Allah couture to bym ją poznał po zachowaniu, mowie, zarówno ciała jak i tej słyszalnej = gębowej. Ta pewność siebie, to takie spojrzenie na nas mówiące "ja mam już magistra, barachło", ta noga na nogę zarzucona jak u takiego true wampa biurowego... damn. i ciągle coś sprawdzała w słowniku. powiedziała, że mieszkanka Polesia, to Poleszuczka, że mówi się "w Starej Miłośnie" tak jak "w Jabłonnie" a nie "w Jabłonnej", i że nie ma dużych liter, są tylko wielkie. o dekabrystów nie pytałem. nie na "pierwszych" zajęciach.

tak więc wracając do tematu dębek, to jedziemy w osiem osób, 2 pary aka ja i kasza oraz pat i pataszon, oraz szalik i cztery dziewuszki, a we środę ma dojechać piąta. czy ktoś na miejscu szalika by nie pojechał? jak odsłoni trochę łysinę, pokaże lico muśnięte bałkańskim promykiem i zada szyku swym, albo mym, aparatem foto, to wiecie... on jest taki co to sobie nomen omen nie da "w kaszę dmuchać". (;*** - a masz!). będzie miło. postanowione.

na koniec scenka rodzajowa z autobusu linii 182. przystanek rozbrat. kierunek wschodnia strona miasta.
tuż przy kierowcy siedział sobie bej. bej o twarzy zniszczonego życiem, przestraszonego naukowca i zapachu klasycznego beja. i tak sobie siedział i patrzał przez okno. ale to nie koniec, dopiero się rozkręcał. gdzieś na wysokości rapperswilskiej (dygresja - mój braciak był na wycieczce objazdowej i był w rapperswil. mówił, że bez rewelacji.) zaczął wstawać, lecz nim nastąpił pełny wyprost do pozycji homo sapiens sapiens, to jego spodnie zdążyły znaleźć się na wysokości kolan. niewzruszony tym, że cały, dość licznie wypełniony autobus widzi jego niepierwszej świeżości niebieskie slipy, złapał je tylko tak, by nie spadły niżej. wyszedł na przystanek, stanął sobie w wiacie - spodnie cały czas "na skejta" - zaczął się powoli ubierać. nie było by w tym nic dziwnego, gdyby na siedzisku w w/w wiacie nie siedziały dwie zakonnice. jedna nie dała rady i wstała pod pretekstem "kiedy na świętą maryjkę przyjedzie ten przeklęty autobus", a druga odwróciła gwałtownie głowę w przeciwną stronę, widocznie gdzieś w oddali dostrzegając autobus, na który tak się spieszyła pierwsza siostra. jakby to szalik powiedział: "to był TEN moment".


ps. nie wiem co to za akcja, ale jak piszę notkę i zrobię byka, to mi się podkreśla na czerwono sposobem wordowym, lecz z tym ulepszeniem, że jak napiszę początek zdania z małej litery, to mi oszczędza. mistrzowo, bo jak widzicie, ja nie lubię WIELKICH liter. dzięki Ci panie za mozillę!
mufasa 2007-04-15 01:08:57
skomentuj (8)
kino z hiszpanii

koniec. dziś zakończył się w stolicy 7 festiwal kina hiszpańskiego. Byłem z Młodą na 5 filmach. Ona wybrała 4. Ja - 1. Najbardziej wynudziłem się na tym, który sam wybrałem... niezły ze mnie kinoman.
jutro kupuje bilety do "lepszego świata". podejrzewam, że będzie sympatycznie w tym lepszym świecie. na pewno mają ładniejsze opakowania papierosowe. przynajmniej tak było w filmie thank you for smoking, który poza tym, że jego soundtrack jest mistrzem świata, to sam w sobie też ma pewien urok.
ach Ci lobbyści.

może się zajmę lobbowaniem?

dom już jest w fazie pobierania. jakby był plikiem ściąganym z sieci, to biorąc przykłąd z huberta patrzyłbym jak się "pliczki ściągają". choć wyprowadzenie się z osiedla "zupełnie mi się nie kalkuluje" to kusi myśl o własnym pokoju i łazience z sauną.

ach te młodzieżowe pomysły. szkoda, że dębki nei wypaliły. przynajmniej wiemy, że zarówno kaśka jak i bogna mają trapezowe lewarki...

mufasa 2007-03-22 23:00:48
skomentuj (7)
najgorsza potrawa świata.

Dziś nie był ani jakiś wyjątkowy dzień ( w tym sensie, że żadnego święta nie było, bo każdy dzień z moją Kasią jest wyjątkowy... ) ani szczególnie ładny. Ale miał to coś, czego nie miał żaden dzień od dawna. Dziś się wkurwiłem na potrawę -> kobietę która je podała -> sieć Marak. Zapłaciłem 9 zł za grillowane warzywa z kus-kusem. Dostałem taką miskę, którą nie śmiałbym nazwać mała, bo np Łukasz by mógł się obrazić. Wyglądała jak taka co dają w Pizza Hut do baru sałatkowego. Tylko w PH sam sobie nakładasz za każdym razem tworząc nowe pasmo górskie polane sosem. A tu było płasko. Myślę, a co tam. Może jest takie sycące. Nakładam na widelec w/w danie, jak kulturalny młody człowiek zbliżam widelec z w/w potrawą do ust a nie usta do widelca, i jak wielkie jest moje zdziwienie wiedzą tylko Ci, co strzelali na testach i dostali 5. Grillowane warzywa z kus-kusem podane zostały na zimno (sic!) W maraku na nś mają pierwszy w historii świata grill grillujący na zimno! Poza tym tak naprawdę tylko jedno warzywo było przygrillowane, a mianowicie ćwiartka cebuli. Była tak przygrillowana, że aż czarna. Na łodygach i liściach natki można by zbudować domek na drzewie, a na szczypiorku chyba huśtał się Tarzan. Wszystko wyglądało jakby szatkowali warzywa kosiarką. To było najgorsze danie jakie kiedykolwiek w życiu jadłem. I jeszcze się pytała czy polać sosem. Sosem tym była oliwa. Polała mi zimny kus-kus oliwą.

Panie, widzisz to i nie grzmisz?
mufasa 2007-03-09 23:09:14
skomentuj (4)
dzień kobiet. 400.

100 dalmatyńczyków. i jeden.
200 też na pewno czegoś,
300 spartan,
400 dzień z Kasią.

i tak się złożyło, że był to dzień kobiet. i dostała tulipany, którymi wzbudzała powszechą zazdrość. byliśmy na smacznym obiadku i u mojej babci na pogadance o śpiochach, dżojkach i chorobach, o mnie i o mtv base i o piotrku, bo on taki bladziutki.

ostatnio gram w piłkę trochę więcej, i widziałem bar toman, i pani w kiosku się zapytała czy przydają mi się materiały do matury, które dodają do gazet, i zacząłem karierę allegrowicza, i zbliża się przegląd kina hiszpańskiego, i 25 czerwca wylatuję do USA i wrócę w październiku jakoś. w połowie października. w pierwszej połowie. dokładnie to 5 albo 6 października. i kurczaki. fajnie jest. muszę zagrać w totka, bo studio i skatepark pączkują w głowie tak bardzo, że niedługo nie będę miał miejsca na nic innego. mam nowy 200GB dysk i jeszcze oooopór miejsca na ściąganie różnych rzeczy. a mama jest na mazurach, konkret w grajewie, albo ełku. na mazurach. fajnie jest.

tylko...
wszystko dookoła pracują, nie że jakoś mi brakuje pracy cy cuś, tylko wkuriwiam się, bo nie ma kto wyjść na ośke...
ok
koniec
chyba zaczynam się pogrążać.

buziole.

jak ostatnio napisałem peesa to się sprawdził.

ps. będzie wiosna?
mufasa 2007-03-08 23:28:42
skomentuj (7)
i know you want some more...

whoa shie i joł!
już wystarczająca dawno temu były święta, więc mogę coś napisać. nie, że jakoś mi strasznie chce, ale by mi nie skasowali tego cudeńka za lenistwo.

święta były. i tyle o nich.
za to sylwester, a w sumie dwa sylwestry wygrały. zasysanie, dekarbyści, kocie, i drzemki popołudniowe. stepy akermańskie, ping pong, bigost ze strupami pani ani i makaron. wujek janusz, sobole i murowaniec dostają odemnie wdecha 2006. kozacki wyjazd. a jak. i niech żałują egoistowcy, imprezujący z gejami z putami "lekko za kostkę" i Ci którzy byli w poznaniu i wrocławiu naraz. wyjazd był prze.

sesja czai się za rogiem. dziś syknęła politologią. będzie wesoło. a jak ma być. ups&downs ale co się będziemy przejmować. fajne w sesji jest to, że "zbliża ludzi" jak to powiedziała moja malutka. poznałem dziś z 5 czy 6 dziewczyn, i nie że jakaś jest warta uwagi większej, a jeżeli już to nie mojej uwagi, bo moja jest zaprzątnięta pewną piękną mieszkanką piaskowego miasta, zgubiłem wątek...za bardzo się na składałem. chodzi z grubsza o to, że nie ujmując nic alanowi i monice, to oni mogę mnie mieć już nawet dość trochę;) ja bym siebie miał... aaa znowu. fajnie jest znać więcej osób niż mniej. basta.

zaczynam zabawę w allegrowicza. ciekawe czy da się na tym zarobić. albo nie stracić przynajmniej.

akcja jest taka, że jak wygram coś w lottomacie, to otwieram skatepark. strasznie sie zajarałem, i mam tyle pomysłów, że w szoku jestem. nie zdradzę ich, bo ktoś wygra przedemną te grube bańki, i mi podpierdzieli pomysła.

snoop jest zajebisty. nie ma, ze nie.

nie mieszcze się w spodnie, w które się mieściłem rok temu. nie jest dobrze. a to lubiane były spodnie.. das ist nicht gut.

durchfall.

jak mi się sesja zda, to chyba wezmę się za zrobienie dyplomu.aa no i wiem o czym nie napisałem. work and travel będzie grany. iPhone zadecydował;)

nadal stacjonuje z moim taborem przy ostrobramskiej, i nie wiadomo kiedy będzie dalsza eskapada. mam nadzieje, ze gdzieś zacumujemy w miare blisko wszystkiego, a nie jak to usłyszałem niedawno na Targówku. jak oni pójdą na targówek, to ja spierdzielam na rapperswilską.
" Ulica Rapperswilska otrzymała swe miano 14.V.1928 od miasta Rapperswil w Szwajcarii. " taki bix.

dużo dobrego, trochę tamtego, niewiele innego, czasy się zmieniają, ludzię się zmieniają, a moja Kasia ciągle siedzi na najwyższym stopniu podium, i żaden cyryl czy katrina jej nie straszna. mua:*


będzie śnieg?
mufasa 2007-01-23 22:36:55
skomentuj (10)
SWIETA!!!

skoro Maciek nienawidzi swiat plus jest zajety montowaniem zawiasow postanowilam wprowadzic tu troszke swiatecznego nastroju jako ze o nadchodzacej wigilii wciaz przypomina mi zapach sklejonych przeze mnie ton pierogow i wywalkowanych hektarow ciasta na pierniczki. prezenty dla Macka zapakowalami stosownie przyozdobilam, nasza przymulona choinke ubralam wraz z zosia nawet dwa razy ( za pierwszym razem choinka przytloczona ciezarem tej wyjatkowej atmosfery stracila rownowage i runela na ziemie mordujac bezlitosnie pamiatkowe bombki babci..jak to kiedys ktos madry powiedzial- zycie)na wigilii slowej bylam wraz z mezem i przezylam zamach pani aldony od mamtematyki na moj zlamany palec u nogi pozostaje mi wiec juz tylko zyczyc wam wszystkim feliz navidad i prospero ańo nuevo a waszym karpiom zeby zdolaly zaskarbic sobie wasza przyjazn i uniknac brutalnej smierci. ja np nie zjem kapria w tym roku. mysle ze nazwe go piotr, udekoruje wstazkami i poloze w misce na polce (przez male pe zeby nie bylo ze na POlce) u Macka obok Pawla ktory zerka na mnie swoim zimnym okiem za kazdym razem kiedy ktos dzwoni jesli wiecie o co chodzi a pewnie nie wiecie bo tylko my wiemy. no. mniej wiecej.


fajnego bedziemy mieli sylwestra.

heeej!

mufasa 2006-12-23 12:41:15
skomentuj (19)
pisowstrzymywacz

weekend zaczął się od mocnego wejścia w stylu peruwiańskim. Film "Madeinusa" jest ostro wygrzany. nie mówię, że zły, tylko wygrzany. jak tata chce przez pół filmu rozdziewiczyć córkę, to przyznacie, że jest to trochę weird.

w piątek obejrzałem sobie borata. to jest dopiero głupawy film. nie dziwie się, że kazachstan się z nim procesuje. i nie dziwie się, że ta rumuńska wioska się procesuje z nim.

to moja mama. najstarsza kobieta w wiosce. ma 43 lata.
potem przez pieprzone wybory nie było kosza.

sobota to święto. imieniny kaszy. i obchodziliśmy jest randkowo. czerwona róża, taksówka pod domem i zarezerwowany stolik w sushi barze. mistrzowo było. i najlepiej udało mi się ogarnąć wszystko po tajności, tak, że się moja kochana niespodziewała. :* sto lat karolku.

dziś przepiękny dzień na piłeczkę. i tak też było. nie mogło być inaczej. potem jakieś głosowanko, i zabawa nowym telefonem. oczywiście coś musiało mi się zesrać, ale daje rade. orient orient.

buziaki dla mojej kochanej dziewczynki!

martin solveig nowy jest całkiem yo. :|
mufasa 2006-11-26 23:23:22
skomentuj (28)
shopingowy szał

właśnie skończyłem pisać esej.
hardcore'owo jest.

dziś opór kafkowanie, ale dobrze mi się tam pracowało. i kanapka z łososiem była przekozacka.

ogarnął mnie szał zakupów. nakupowałem sobie ubrań. szalony ja. jakies tommy, replay, diesel, moze jakis hugo boss. na bogato :)

nie wiem nie wiem. musze isc spac bo pisze bzdury.

god bless vintage.

kocham mojego karolka!:*
mufasa 2006-11-22 01:41:21
skomentuj (4)
dżdży na pradze

poza dziwną akcją dziś o której nie chce mi się pisać, to była też dziwna o której mi się chce pisać. zawiozłem z szalikiem pit mojej mamy do skarbowego na jagiellońską, i mówię wam, że praga jest teraz kozacka. serio. strasznie mi się tam dziś podobało. i ta mżawka, i ta szarzyzna i specyfika pragi. tam jest serio fajnie. muszę tam się wybrac na dłuższy spacer i na polowanie po ciuchlandach.

i mam dwa miejsca którę chcę odwiedzić w pierwszej kolejności.
bornholm i czarnogóra. bornholm przez "Panią" (taka gazeta dla Pań) a montenegro przez bonda.
i nie. nie chce jechać do kazachstanu.

ah te filmy mają na mnie taki wpływ...
mufasa 2006-11-20 20:43:07
skomentuj (9)
zulus na ośce.

wchodzę do sklepu osiedlowego i patrzę, że przedemną stoi murzyn z żoną. Taki hardcoreowy murzyn, w skórzanych sandałach, z jakąś dziwną czapką, w jakiejś piżamce beżowej w zielone stworki, i chce kupić aktywację jakąś taktak pop whatever. i powiedział, że chce największą z możliwych (w sensie, taka, gdzie ma opór flow do wygadania). i co? i ta gruba, potwornie gruba, debilka, starsza córka szefowej, która śmierdzi potem jak stary bej, ale na koszulce ma świecąco srebrzysty napis "fashion girl", mówi:
- mam orange za piątke i heje za piątkę i największy to chyba będzie tak tak za dziewiątke.
czarny brat troche nie ogarnął, więc mówi, że bierze dwie dziewiątki (bo 9 jest większe niż 5, nie?). wtedy ja wkroczyłęm do akcji, udało mi się odkręcić całą sytuację i pobrał to co chciał. ale w szoku byłem, że grubasica widzi murzyna i zamiast poprosić kogoś, kto zna angielski, to mówiła polingilszem aka. G Ł O Ś N O I P O W O L I.

demyt.

a potem bond.
bond jak bond. troche pozarywał panien, rozpierdolił astona, sprał parę typów, ale uwaga zakochał się. więc jakaś nowość jest. film spoko. namówił mnie (film, bond, daniel craig aka putin - zauważyliście, że on tak wyglada. my name is bond. władimir bond) do zabrania się za siebie. ciekawe ile wytrwam. oby jak najdłużej.

no to bix.
mufasa 2006-11-19 23:56:46
skomentuj (15)
się wzruszyłem

stoje w sklepie. za mną dwa beje śmierdzące. biorą 4 kajzerki, jajka, jakieś puszki z rybami i zaczynają liczyć kase. nagle jeden mówi do drugiego: e, teraz winka nie będzie bo nie starczy na whiskasa.

i wzieli whiskasa.

miłe beje.
mufasa 2006-11-15 23:16:29
skomentuj (18)
zi fresh

myślałem, że gorzej niż w ś.p. (ale proszę by nikt nie świecił nad jego duszą) paragrafie być nie może. no i nie jest. paragraf został reanimowany, zrobili mu małe przemeblowanie, i myśleli, że jak zmienią nazwę na fresh to będzie gitara.

ale jakże bardzo się pomylili...
przyszliśmy z kaszą i szalikiem ( w sumie, to kto wam wymyślał te ksywy???) jakoś 21.15 może 21.20, by sobie zając miejsce i takie tam. piździło w środku jak w psiarni. musieliśmy się do siebie przytulać, by nam było cieplej. z biegie czasu zaczynało robić się cieplej, głownie przez dżliliony wypalonych przez małolaty papierosów.

biały ślepy murzyn wygrał.

jak się już zrobiło cieplej, to para z naszych ust osiadała na zimnym suficie (bo to zwykły mur był, od dołu grzała go młodziez, od góry studił zimny listopadowy wiatr), i mieliśmy doskonały przykład skraplania. prawie książkowy.

czzekają na gwóźdź programu, doszliśmy do wniosku,że to już decydowanie nie nasz klimat. wolę mieć krok w kroku i swobodnie się poruszać, a nie zapinać pasek na kolanach i robić cyrkiel-walk. a grube świniaki i obciskających ciuchach, z przuchem wylewającym się niczym niagara? to też nie dla mnie...

hela w opałach, aka ja jako dziewczyna, też była sympatyczna.

00.30
na scene wychodzi kurtis blow.
i jestem w ciężkim szoku, ile ten facet miał energii, ile w nim było przwdziwości, jak bardzo kochał to co lubił. czy jakiś inny jay-z albo kto pozwoliłby wejść bboyom na scene, a potem proprosił o trochę miejsca i sam zaczał tańczyć? zapanował nad tłumem jak kubica na bolidem. wszyscy robiliśmy co chciał. "say hooooo", to my "hooooo", "klap your hands", to klapaliśmy. mistrzostwo świata. zaproponował że pofreestyluje i pofreestylował. był nie-sa-mo-wi-ty. coś pięknego. poczułem się jakbym był w nowym jorku dawno temu i zaraz potem wróciłbym do domu słuchać grandmaster flasha, melle mel, whoodiniego czy run dmc. old school hip hop to jest to.

... i tylko woda z sufitu, kap, kap, kap.
mufasa 2006-11-14 10:20:12
skomentuj (8)
zima as fuck.

jak rano się wstaje, i widzi, że jest zajebiste słońce, a po wyjściu na dwór w te pędy wraca się do domu po jeszcze jedną bluzę - to jest zima.

jak nos masz tak zimny, że nie czujesz jak Ci gluty wypływają przezeń - to jest zima.

jak siedzisz sobie w domu i smarkasz w najlepsze, ale wyjdziesz na dwór i nagle gluty Ci się zetną - to jest opór zima.

jak zaczynasz myśleć o sylwestrze - to jest właśnie zima as fuck.

i tak się wczoraj zaczęło dziać. z dżetim ubraliśmy się jeszcze na jesienno, i tak nas przewiało strasznie, że wyciągneliśmy już zimówki (kurtki hahaha - czerstwy żart prowadzącego. w poznaniu by powiedzieli, sucharski żart).

w sumie to nie lubię zimy. ale jak się już o tej 16.30 zrobi ciemno, to:
- po ciemku się chodzi na działki i nikt nie chce zdejmować rękawiczek
- w zimę zawsze więcej się wpada do igora
- można ciskać w ludzi śnieżkami
- w święta jest jedna gadka - o kurwa ale się nażarłem. potem city i każdy mówi - dobra, Ty, idę do domu się najeść.
- fajnie pachnie wieczorami. jak w górach.

w sumie to zimna nie jest taka zła.

halloween.juppi juhu tralalalala! :|
mufasa 2006-10-31 09:30:18
skomentuj (24)
nowa notka

wymusiliście. brawo.

piątek.
było jak to w piątek. fik fik, zmisiowałem się na żoliborzu w uroczym mieszkaniu kaszy (jeśli chciałby ktoś tam zamieszkać, to ono czeka na miłego najemcę) z w/w moją kobietą, paulą i znanym fotografem Maciejem Sz. aka wreszcie umorzyli. na serio miłe jest to mieszkanie. ma genialne podwórko, odgrodzone od wszystkiego, ciche spokojne i co najwazniejsze, 25 min do mnie na grochów jednym autobusem. oprócz tego 5min spacerem do metra i 3min spacerem do nocnego - 604.

ale nie jestem agentem nieruchomości przeciez. poszliśmy do tych hybryd, gdzie bawią się ludzie z trzeciego świata, gdzie nie spotkasz nawet nielegalnym imigrantów z ruandy, tylko studenciaki w swetrach i pantoflach i dziewczyny, które ubierają się w sklepie "moja babcia by tego nie założyła ale ja się jaram". przepraszam, ale bardziej podoba mi się egoiście. nie ważne. wyszliśmy koło wpółdodrugiej, m.in. przez moje zmisiowanie, potem kasza wchłonęła kebaba i poszliśmy na centralny. tzn ja poszedłem a kasza się doczłapała, bo jest dziewczyną, jakbyście się nie domyślili, a dziewczyny lubią nosić niewygodne buty, i w ogóle ubierać niestosownie do pogody, a wszystko by się nam podobać. miło z ich strony, ale to strasznie jest irytujące.
ok.

super było w piątek ;)

strasznie mi się nie chce nic pisać.
postaram się zmusić we wtorek po rozmowie o pracę.

czus!
mufasa 2006-10-22 23:14:05
skomentuj (12)
urodziny

jest mi tak dobrze, że aż muszę coś napisać. zauważyłem, że pisze albo jak jest mi przedobrze (patrz dziś) albo źle (patrz archiwum).

dziś jest mi przedobrze.

wczoraj kasza miała urodziny.
byliśmy na mieście. i tyle w tym temacie.

ale teraz, kurczaki, nie wiem co napisać, bo jestem taki szczęśliwy.

jadłem sushi różne dziwne i zaskoczyłem wszystkich tym, że łapię pałeczkami muchę w locie i w ogóle było przemiło.

i nawet opór długa droga do piaseczna, po której byłem przewkurwiony nie ma już teraz znaczenia. po prostu jest mi dobrze.

ps. ośmiornica jest strasznie gąbczasta

sto lat kotku. sto lat ze mną ;)
mufasa 2006-09-30 22:03:43
skomentuj (12)
ojejku jejku

jak tu się zakurzyło. moi mili. kto by pomyślał.

czasem muszę po prostu odpocząć. i nie wylewać tego wszystkiego, bo tylko narażam się na śmieszność.

była moja działka a wcześniej dębki. paula żaba została polką, zamulacze jedzą muł na śniadanie by nie wyjść z wprawy, komuś rozwalaliśmy kask i kulę i bratku weszło do potocznego slangu naszego. i podpieprzyli na to do reklamy. tak samo zresztą było z wyrazem zipodaj. ale nie zdążyliśmy ich opatentować.

więc, niektórym pewnie wyda się śmieszne, ale zaczynam czwarte już studia. tym razem kulturoznawstwo. tym razem nie szkoła krzak tylko swps. tym razem mam zamiar to skończyć.

tak samo mam zamiar skończyć tę szkołę, jak mam zamiar wziąć kredyt, wyjechać do stanów na work and travel i pobrać jakiś pojazd spalinowy patrz samochód.
strasznie dużo zamiarów. podobno lepiej jest stawiać sobie częściej mniejsze cele, które się wykona, niż hardcore'owe nie do zgryzienia.

chcę już mieć legitymację studencką i wykłady i najlepiej zajęcia jakoś tak nie za często bym mógł jakąś pracę dorywczą znaleźć czy jak.

a no i rzucam papierosy od 1.IX. jakoś idzie póki co. mogę dłużej biegać bez zadyszki.

sprawa przeprowadzki do domu ciągle się przedłuża, gmatwa i komplikuje. życie... fajnie by było mieć własny pokój i samochód, ale wiem, że strasznie bym tęsknił do jazdy nocnymi, spacerów po gocławiu, działek, żabek, kokomów, piaskownic i boisk.

od dziś podobno muszę sobie sam prać i prasować ciuchy. mama mi się emancypuje.

na głowie mam crusta, i nie wiem czy zapuszczać górę już i iśc do fryzjera, czy jeszcze poczekać i pomyśleć co z tym fantem zrobić. strasznie dużo zalezy od fryzury. nie chce mi się muskać każdego włosa z osobna pastami gumami i innymi gliniastymi wygłupiastymi, ale pewnie za tym zatęsknię i wtedy wydam grubą bańkę na fryzurę. jak zarobię to pójdę do fryzjera. taki jest plan.

jesli ktoś nie wie to ciągle jestem z kaszą i nic nie zapowiada rychłego końca, wręcz przeciwnie. strasznie ją kocham, i chyba dojrzewam trochę. tak myślę przynajmniej.

łukasz nadal "nie żyje"
wg. prof. izdebskiego kamil wie o seksie najwięcej w mieście.
michał dostał się do łodzi.
szalik robi zdjęcia jak zły.
hubert oblał prawko i będzie uczęszczał do cku by zrobić maturę w styczniu.

życie...
mufasa 2006-09-15 00:06:13
skomentuj (19)
dziwnie

dziwnie jest.

nie chce mi się pisać co sie działo w dębkach i co potem i gdzie byłem i z kim i co bo niby po co to komu?

dziwnie się teraz czuję. i nie dlatego, że kasza jest w maladze, bo jeszcze tego nie czuję. jutro pewnie zacznę. ale mniejsza o to.

wróciłem z koncertu brata, a wiadomo, jak to na punkowym gigu, szarża i agresja, mam jeszcze trochę enegrii i nie chce mi się spać. nie chce mi się grać w nic. nie chce mi się szukać samochodu na allegro.

słucham slayera nowego.
i to też mnie nie dziwi.
przejrzałem sobie swoich znajomych na gronie. nie wiem po co. tak z nudów.. łukasz mówił, że ma nowe fotki, polka tak samo, więc to poniekąd było sprawcą. ale oni to oni. jestem z nimi dość blisko. weźmy za to Anię Legutowską. nawet nie wiedziałem, że kogoś takiego znam.a tu patrzę, jest u mnie na liście i wyszła za mąż. teraz jest szynkiewicz czy jakos tak. nikogo to nie interesuje, ja o tym dobrze wiem. ale strasznie mnie zdziwił i zaniepokoił mi psyche ten fakt. nie będe pisał niczym harcerzyk jakiś słuchający grabaża i pidżamy, że obok nas też żyją ludzie i mają takie swoje problemy etc. i tu nawet nie chodzi o panne młodą (bo jak juz napisałem, nawet po obejrzeniu zdjęc nie dam sobie ręki zranić, że ją znam) ale o taki znajomych bliższych. nazwijmy ich "znajomi o których urodzinach może z raz pamiętałem". nie mam pojęcia co robią, gdzie sie uczą, czy pracują, czy mają już któreś tam dziecko, czy ćpają, czy dają gaz opór, czy w dupie byli gówno widzieli. nic mnie to nie interesuje, ale kiedys kiedyś jakiś czas temu, myślałem, że to jest taka paczka, nie jakaś bliska opór, ale na jakiś wakacyjny wypad, gdzies zabawę w klubie i takie tam.

ta notka chyba nie ma sensu. może to przez to, że wstałem o 4.

świt mieliśmy dziś przepiękny.
mufasa 2006-08-21 01:03:29
skomentuj (4)
fob

tydzień.
co to jest tydzień? jak ktoś idzie siedzieć, nawet na rok, to dla niego tydzień to jest nic takiego. ot od poniedziałku do poniedziałku.
dla mnie ten tydzień, był najcięższym tygodniem od ferii zimowych. a może nawet cięższym, bo wtedy był początek związku, trwało docieranie, a teraz tydzień ten jebany trwał i trwał i myślałem już w piątek zdejmą mi szwy i już tylko weekend. a ten weekend trwał i trwał. bo tak to jest jak Twoja druga połowa jedzie gdzieś na kebaba X km od Ciebie.

dziś szybciutko uwinąłem się ze sprawunkami i pojechałem na lotnisko. gdybym wiedział, że odprawa trwa tyle ile trwa, to bym pewnie jeszcze coś w domu ogarnął. ale whateva.

wyobraźcie sobie taką sytuację. macie 5zł w jednej kieszeni, i rachunki na 500zł w drugiej. i nagle znajdujecie kupon na 1000zł. eksplozja szczęścia jakby ktoś wam nasrał do kieszeni (ja bym się wkurwił chyba, ale tak się mówi, więc co tam).

wielkie drzwi. nie widać co po drugiej stronie. nad drzwiami napis GRANICA CELNA BLABLABLA. i naglę widzę. zza tłumu ludzi macha do mnie rączka. nie widzę jeszcze twarzy, ale wiem, że to ona, radosna, szczęśliwa, cała i zdrowa, a co najważniejsze prześliczna. i rzuca mi się na szyje. i mówi, że tęskniła i w ogole.

mam najpiękniejszą dziewczynę na świecie! kocham Cie.

la.

mufasa 2006-07-24 23:56:17
skomentuj (4)
smutno w chuj.



byle do poniedziałku.
mufasa 2006-07-23 00:14:16
skomentuj (2)
 
>> ziomz
>> panienka d.
>> adaś morda
>> indy's fotoblog
>> ili
>> szalika fotoblog
>> kasza mi felicidad
>> lasky
>> exxx fotoblog
>> amebowiec
>> orszulas
>> desanta fotoblog
>> rykiel
>> utopia roxego
>> kejt
>> frau flądi
>> kingz of warsaw
>> leti
>> kacper
>> ethera
>> madeira
>> pawelecc

>> linkz
>> showcase tylko dobra muzyka
>> dobranoc ecia's art
>> mortimery i wszystko jasne
>> flixy